poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Greek towns | Kavala and Tesaloniki


Restauracje mieszczące się w wąskich uliczkach, ludzie biesiadujący na kamiennych schodach, drewniane okiennice w oknach, zewsząd otaczające wybrzeże ... 
To tylko niektóre z wielu charakterystycznych określeń, jakie można użyć, aby opisać niezwykłość greckich miast i ulic. 




Tak, jak to zdążyłam wspomnieć już w poprzedniej notce o "greckiej tematyce" (TUTAJ), podczas mojego pobytu w Grecji, a dokładniej w Nea Peramos, dzięki istnieniu takiego programu wymiany międzynarodowej, jak "Erasmus+" mogłam nie tylko uczestniczyć w zajęciach filmowych i teatralnych, poznawać ludzi z innych krajów, ale także bardzo dużo zwiedzać. 
Ustalony grafik zajęć na ten czas przewidywał odwiedzenie Kawali i Saloników, lecz my dodatkowo i już we własnym zakresie finansowym zaplanowałyśmy jeszcze "zahaczenie" o Ateny.




Pierwszym miejscem, do jakiego się udaliśmy była Kawala - miasto w północno-wschodniej Grecji. Nie jest ono, w porównaniu z Atenami wcale duże. 
Najbardziej zachwyciły mnie tam widoki - morze, góry, stary port i zgiełk budynków małego miasteczka.
W Kawali, oprócz wspomnianego przeze mnie starego portu zobaczyć można jeszcze, a także zwiedzić antyczny zamek, z którego szczytu rozpościera się fantastyczna panorama. Cała grupa spędziła tam dobre kilkanaście minut robiąc, jedno po drugim zdjęcia grupowe, jak i indywidualne oczywiście. 
To, co jeszcze szczególnie zapadło mi w pamięci, to wszędzie obecne te piękne drzewa - palmy, których tak bardzo brakuje mi w Polsce. 




Saloniki - drugie, co do wielkości (po Atenach) miasto Grecji i kolejny punkt naszego zwiedzania. 
Tym miejscem od początku mojego przyjazdu ekscytowała się dziewczyna, u której miałam przyjemność spędzić niecały tydzień, a także, jak się później okazało - większość poznanych Greków. W związku z ich licznymi, bardzo pozytywnymi z resztą opisami, miałam co do tego miasta wysokie wymagania. 
Jak się jednak można domyśleć, wcale mi ono do gustu nie przypadło. Pierwsze wrażenie jest podobno najważniejsze i decydujące prawda ? Zwiedzanie zaczęło się spacerem wzdłuż wybrzeża zaraz obok centrum, gdzie okropny odór ryb i czegoś ... chyba zgniłego, sprawiał, że człowiekowi odechciewało się oddychać. Dodatkowo, sporą uwagę oraz moje obawy wzbudzało pomarańczowe zabarwienie wody oraz duża ilość pływających w niej odpadów, tuż przy brzegu. 




Saloniki, a właściwie Tesaloniki jest miastem bardzo zatłoczonym, trochę nazbyt, przynajmniej jak dla mnie. W Kawali można było spokojnie pospacerować wzdłuż szerokiego chodnika, podziwiając przecudowne widoki, natomiast tam, gdziekolwiek uniosłam wzrok, widziałam wielkie budynki i zbyt często przesadnie drogie i kuszące mnie sklepy. 
Jedyne, co według mnie ratuje reputację tego miejsca, to niezwykła fontanna, dodatkowo podświetlana po zmroku, którą możecie zobaczyć kilka zdjęć wyżej i to wspaniałe zdjęcie powyżej - zachód słońca, którego magia jest tak samo silna we wszystkich zakątkach świata. 


Wspomniane przeze mnie Ateny, które według słów własnych zwiedzaliśmy, opiszę w kolejnych postach o "greckiej tematyce".  Jak sami mogliście przeczytać, jestem zwolennikiem mniejszych miast, nastawionych na zwiedzanie majestatycznych budowli i podziwianie widoków, dlatego też tak krytycznie oceniłam Saloniki. Sama nie wiem, dlaczego to miasto budziło tak wielki zachwyt u miejscowych. Może chodziło o natłok przeróżnych sklepów ? W ciągu kilkuminutowego spaceru zdążyłam zauważyć do trzech "Zar" na raz. W każdym razie, jedno przyznać muszę - lunch przez nas tam zjedzony był naprawdę wyśmienity, z resztą jak wszystko w tym kraju, co wiąże się z jedzeniem. 

Kochani, koniecznie napiszcie mi, co najbardziej urzekło was w zdjęciach tutaj zamieszczonych ?




Zapraszam do pozostałych postów:
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za wszystkie komentarze !
Dzięki nim mam więcej chęci do działania :D

Newsletter - Zapisz się!