niedziela, 24 stycznia 2016

Jak najdalej od - ANOREKSJI !

Jeżeli nie jesteś gotowa/gotowy na mocno emocjonalny, długi i ciężki post, to lepiej wyjdź. 

Nie ukrywam, że ta notka przywołuje trudne wspomnienia, które pragnę wymazać (w każdym razie nie wspominać) z mojej pamięci. Pisanie jej, jest dla mnie trudne. Pewnie większość z was zdążyła przeczytać o moim radykalnym schudnięciu z postu o "100 faktach o mnie", więc czas abyście poznali też "mroczną" stronę mojej "diety".

Tak naprawdę, mimo pytań znajomych typu: "Jezu, Wera jak schudłaś ? Jaką miałaś motywację ? Opisz mi swoją dietę !" - albo nie odpowiadałam albo zmyślałam bzdury. Nikt nie znał prawdy, aż do teraz. Blog jest dla mnie czymś w rodzaju pamiętnika, gdzie mogę wylać swoje emocje. Poprawia mi humor !

Przechodząc do tematu: moje odchudzanie zaczęło się 1 stycznia 2014 roku. Po świątecznym "wpierdalanku" (przepraszam za słowo) na całego, weszłam na wagę i ujrzałam na ekranie cyferkę 69 kg - załamałam się... Myślę, że wtedy zaczął się u mnie wiek, kiedy zaczęłam zwracać uwagę na takie kobiece bzdury, jak makijaż czy waga. W każdym razie, postanowiłam się odchudzać. 
Z początku objęłam strategie - każdego dnia o 100 kalorii mniej. Założyłam zeszyt i wszystko zapisywałam - co do joty. Dużą rolę w tym odegrała stronka, myślę znana większości z was : "ilewazy.pl". Naprawdę fajna sprawa dla wielu odchudzających się. Można przeliczać sobie ilość na kalorie. 
W pierwszych dniach odchudzania spożywałam około 1500 do 2000 kcal. Jadłam trochę słodyczy, było normalnie. Ważyłam się codziennie o godzinie 19:00. Wagę zapisywałam pod podsumowaniem kalorycznym danego dnia. 
Zauważając szybkie efekty, (w tydzień spadek wagi około 1 kg) zaangażowałam się jeszcze bardziej. Przestałam pić soki - piłam tylko wodę, w bardzo dużych ilościach - by zapchać żołądek i nie czuć głodu. Na słodycze pozwalałam sobie tylko raz w tygodniu (pół kostki czekolady gorzkiej). Byłam do tego stopnia zaangażowana, że nie mogłam oblizać łyżki po dżemie, czy po czekoladzie.

Przestałam słodzić herbatę, a przerzuciłam się na zieloną (wspomaga odchudzanie i pracę jelit - idealnie). 
Kiedy widziałam dalsze i coraz lepsze efekty, zrezygnowałam z dzienniczka, ale zawsze sprawdzałam kaloryczność danego produktu i zapamiętywałam wszystko, co zjadłam. Taki dzienniczek był niepraktyczny (wypisywanie zajmowało czas i często o tym zapominałam), a mi nie chciało się wszystkiego zapisywać. Zrezygnowałam ze śniadania, ale na szczęście, moja mama powstrzymała mnie (po krótkim czasie) i zmusiła do jedzenia go. Jadłam więc, dokładnie 3 łyżki chrupek musli bez cukru z otrębami i szklanką mleka 2,00%. Do szkoły chciałam brać tylko jabłko, zamiast 4 kromek chleba i batona, jak kiedyś. Na szczęście, moja mama znów interweniowała - robiła mi dwie kromki. Kiedy byłam w szkole, ona nie widziała, co robię, wiec albo chleb wyrzucałam, albo rozdawałam po koleżankach. Obiadu w szkole jadłam znikome porcje - wyrzekłam się ziemniaków. Po szkole piłam tylko zieloną herbatę, a na kolacje jadłam dwie kromki chleba bez masła. Chleb był oczywiście specjalny na odchudzanie. Dawniej, na kolacje jadłam około 5 kromek białego chleba. Czasami, latem, zamiennie piłam kefir 0% z małą garścią orzechów (mamie mówiłam, że jest ich dużo). Zeszłam do 300 kcal dziennie.
W pierwszym miesiącu odchudzania nie było dużej różnicy i wszystkim wydawało się, że jest normalnie - nie było. Przyszły cieplejsze dni i zaczęłam ćwiczyć - ostro. Jeździłam na rolkach 2,5 godziny, aż zaczynało mi się kręcić w głowie ze zmęczenia. Kilka razy biegałam, ale nie przypadło mi to do gustu. W domu katowałam się na przemian "Chodakowską - skalpel"  i "MelB - pięć minut na płaski brzuch". Ledwo po tym żyłam, ale nie zjadłam nic po ciężkim treningu. 
Po dwóch miesiącach tej "katorgi", zbyt szybkie efekty odchudzania zostały zauważone przez otoczenie. Pierwszym donosicielem została moja pani od plastyki, którą uważałam za przyjaciela. Ona też całe życie się odchudzała i czasami potrafiłyśmy przegadać całą przerwę. Jak się później okazało, gadała o tym wszystkim w pokoju nauczycielskim - tam to wszystkich obgadują, normalka. Drugim donosicielem stała się znienawidzona koleżanka, która powiedziała wychowawczyni, iż rozdaje chleb innym. Pewnego dnia, przyszła po mnie pedagog. Wzięła mnie do gabinetu, a że nigdy nie miałam jakiś problemów w szkole, to był mój pierwszy raz. Zaczęła wypytywać mnie - co jem, czemu tak szybko chudnę, itp. Osoby wpadające w anoreksje, mają bardzo kruchą psychikę. Przez to wszystko, bardzo się popłakałam i nie mogłam się opanować. Wychowawczyni wysyłała do mojej mamy numery psychologów, a ja wmawiałam jej, że wszystko jest już dobrze i nie trzeba nigdzie ze mną iść.
Moja mama była bardzo zaniepokojona. Przeżyłyśmy przez to wiele kłótni - wszystkie o jedzenie (kiedy teraz o tym myślę, to było takie żałosne, żeby kłócić się o zwykle jedzenie). Przynosiła mi słodycze, żebym jadła, ale ja chowałam je po szafkach. Kontrolowała to, co jem. Kazała kontrolować szkole, co jem na obiadach. Wszyscy mnie obserwowali. Wtedy ich za to nienawidziłam. Mama zakazała mi ćwiczeń, ale ja musiałam je wykonywać ...
Kiedy moja waga spadła z 69 kg do 43 kg zrobiło się poważnie. Cały czas powtarzałam mamie, że jem już "normalnie", ale były to tylko głupie kłamstwa. Potrafiłam ważyć się 3 razy dziennie. Jeżeli zjadłam coś "zakazanego" (oblizałam dżem z noża, jeden więcej kawałek chleba, mały żelek, itp.) nie jadłam nic innego przez dłuższy czas w ramach kary. Nosiłam za duże ubrania, ale potem mama kupiła mi kilka par spodni. Ciągle się kłóciłyśmy, a ja płakałam. Moja psychika była bardzo słaba, czasem czułam jakbym miała się rozlecieć na kawałki. 
Pewnego dnia wybrałyśmy się z mamą na kontrolę do reumatologa - mam zapalenie stawów. Pani doktor od razu zauważyła zmianę. Osłuchała mnie i sprawdziła puls - nigdy przedtem tego nie robiła. Spojrzała na mnie i spytała o wagę. Odpowiedziałam, że ważę chyba ze 47 kg. Skrzywiła się i kazała mi stanąć na wadze. Pokazała ona 43,5 kg. Mojej mamie zaszkliły się oczy ... Lekarka powiedziała, że mam bardzo słaby puls, jakbym miała zaraz umrzeć. Wtedy bardzo się wystraszyłam. Pamiętam, że wizyta była na godzinę 18:00, a ja kolacje jadłam nie później niż 18:00, więc wzięłam chleb ze sobą (psychiczne to było...).
Po tej wizycie miałam znów kłótnie w domu. Był kolejny, niepotrzebny płacz i okropna atmosfera w domu. 
Ja sama czułam, że nie jest ze mną dobrze. Miewałam zawroty głowy, mroczki przed oczami, podkrążone oczy, jakby senne. Przede wszystkim, było mi bardzo zimno. Wszędzie ! Przez co, chodziłam spać o 19:00, a wstawałam już o godzinie 5:50. 

Było mi zimno, gdyż mój organizm nie miał energii z pokarmów, by produkować ciepło. Przez to, że nie miał energii, byłam senna.
 Przez to, że byłam głodna budziłam się bardzo wcześnie. 

Wszystkie koleżanki pytały mnie o motywację, siłę, dietę. Kłamałam, aby przyjąć, że moja dieta była na pozór bardzo zdrowa. Mówiłam, że spożywałam 5 posiłków dziennie, zdrowo ćwiczyłam ... Teraz, wszystkie te, które tak mi zazdrościły mogą przeczytać, jak cienka jest linia pomiędzy odchudzaniem a anoreksją. 

Chcecie wiedzieć jaki jest finał tego wszystkiego ?

Z początku anoreksji wyciągnęła mnie mama. Zadziała szybko i zaciągnęła mnie do ginekologa, bo przez zbyt niską wagę mój organizm uznał, że znów jestem dzieckiem i przestałam miesiączkować. Przez to zrobił mi się guzek na jajniku, ale to już jako powikłanie od tej całej sprawy. Bałam się lekarzy, którzy ciągle mnie ważyli i gadali o innych anorektyczkach. Nazywali mnie tak - nie chciałam tego. To wszystko siedziało w psychice - chciałam zjeść cokolwiek kalorycznego, ale nie mogłam, bo wiedziałam, że stanę się gruba. Efekt jojo, bycie grubaską - to chodziło mi po głowie. 
Kiedy ważyłam "swoje kilogramy", często słyszałam od ludzi: "Nie, bo jesteś za gruba", a od rodziny: "Wciągnij brzuszek, bo jesteś dziewczynką, nie powinnaś być taka gruba, uważaj na kilogramy". Nie chce zwalać na nikogo winy, ale oni także przyczynili się do tego, co się stało.
Na komputerze miałam pełno obrazków symbolizujących odchudzanie. Znalazłam kilka w archiwum:
















Te obrazki były dla mnie niczym dekalog. Często chwaliłam się nimi koleżankom, co było serio żałosne. 

Najgorsze było to, że przestałam widzieć, że jestem już chuda, więc chciałam być jeszcze bardziej...
Dojść do siebie pomogły mi poznane w tym okresie przyjaciółki. Często powtarzały mi, że bardzo chuda dziewczyna nie jest atrakcyjna, a wręcz obleśna. Jak wiadomo, każda dziewczyna chce być atrakcyjna, dlatego motywowało mnie to. Powoli zaczęłam stawiać sobie mniej restrykcyjne zasady. Postanowiłam się "ogarnąć" i żeby zaznaczyć kolejny, lepszy etap mojego życia, ścięłam włosy, by rosły razem z nową mną. Musiał minąć rok, by cała sprawa o mnie ucichła. Przytyłam 5 kg i mój organizm oraz życie wróciło do normy. Nadal uważam na to, co jem, ale nie mam diety i jem wszystko, na co najdzie mnie apetyt. Chciałabym właśnie, szczególnie podziękować moim przyjaciółką, które wmawiały mi, że chude jest obrzydliwe, mamie, która zareagowała i znienawidzonej wtedy koleżanki i pani plastyczki, które na mnie doniosły. Bez tych osób nie uświadomiłabym sobie, co stało się ze mną i moją psychiką. 




Dziękuje jeżeli przeczytałaś/ przeczytałeś ten post w całości, a nie tylko napisałeś w komentarzu: "Świetny post" i podlinkowałeś swojego bloga. To, co tu napisałam, jest dla mnie ważne i jest ciężkim okresem mojego życiaponieważ pierwszego stycznia 2016 roku, minęły już dwa lata odkąd zaczęła się moja chora dieta. 

Tak naprawdę nie musiałabym udostępniać tych zdjęć, bo nie są one piękne i "wgl. wstyd, weź wyjdź". Chce je pokazać na przestrogę - osobą, które są głęboko w anoreksji, osobą, które może dopiero wpadają w sidła tej okropnej choroby i wreszcie osobą, które zamiarują się odchudzać. Róbcie to z głową, chociaż ja też myślałam, iż postępuje dobrze. W każdym razie, nie wpadnijcie w wir odchudzania i nie doprowadźcie się do takiego stanu... 


Jeżeli szukacie więcej informacji na ten temat, to zapraszam was do licznych artykułów Mateusza Bielakowskiego: KLIK!
(AKTUALIZACJA)


Zapraszam do pozostałych postów:







9 komentarzy:

  1. Post naprawdę długi, przeczytałam i jest ciekawy ;) Naprawdę cię podziwiam za to co przeszłaś :)
    Zapraszam do mnie :)
    http://princessesx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz trafiłam na tak szczery post. Sama popadłam w anoreksję, miesiąc przed piętnastymi urodzinami zaczęła się moja 'zabawa w odchudzanie'. Najniżej spadłam do 41.3kg, a na początku ważyłam 76.5kg. Anoreksja nie jest piękna, mnie odebrała prawie trzy lata, w tym pół roku spędzone w szpitalu. Rodzice nie przyczynili się do poprawy, mieli to gdzieś - pomogła mi osoba, która widziała mnie raz na kilka miesięcy. W tym roku skończę dwadzieścia lat, a dalej w pełni nie wyzdrowiałam, wciąż mam dużą niedowagę. Czytam Twój post drugi raz i przypomina mi się tamten okres. Nikomu tego nie życzę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, wiem co przeszłaś .... To okropne :(
      Zdrowiej ;)

      Usuń
  3. Post długi, lecz przeczytałam cały! Chyba jeszcze nigdy nie czytałam tak szczerego posta!
    Dobrze, że z tego wyszłaś!

    ♥by-sylwia.blogspot.com♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedz, że nie jesteś sama . Dobrze, że udało Ci się wyrwać ze szponów anoreksji. To nie wstyd mówić o tym głośno. Może Ci zainteresuje. Pozdrawiam :)
    http://www.paulinepisze.pl/2016/03/anoreksja-historie-prawdziwe/

    http://www.paulinepisze.pl/2016/03/anoreksja-cz-2-opinia-specjalistow/

    OdpowiedzUsuń
  5. Robi wrażenie. Niesamowite jak bardzo pragnęłaś schudnąć. Ja ważę o wiele więcej, dzień w dzień patrzę na siebie w lustrze i nie podobam się sobie, rodzina i bliscy otwarcie mówią, że przydałoby mi się schudnąć a ja pomimo, że wiem to i chce tego to nie potrafię się zmotywować.
    Gorąco pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To co zrobiłaś jest zadziwiające, żeby tak szybko schudnąć. Na szczęście masz mamę, która zauważyła u Ciebie zmiany, niektórych rodziców to nie interesuje. No i Dobrze, że masz takie wspaniałe przyjaciółki. Brawo, że udało ci się z tego wyjść :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze !
Dzięki nim mam więcej chęci do działania :D

Newsletter - Zapisz się!